poniedziałek, 2 grudnia 2013

rozdział II

*perspektywa Alex*
Gdy się obudziłam była godzina 7 rano. Ale coś się nie zgadzało... No tak , jakim sposobem znalazłam się w swoim pokoju? Zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy , aby wziąć ubrania. Wybrałam szare dresy i zieloną koszulke , po czym poszłam do łazienki wziąć szybki przysznic. Widząc moje odbicie w lustrze, wystraszyłam się , włosy potargane , czerwone popuchnięte oczy. Po szybkim prysznicu postanowiłam zejść na dół i coś zjeść. Bedąc przed schodami usłyszałam rozmowy z kuchni. Wystraszyłam się , ale po chwili poznałam jeden z głosów... Niall. Zbiegłam po schodach i wbiegając do kuchni rzuciłam się bratu na szyję i rozpłakałam jak małe dziecko.
- Jestem tu. Nie płacz , jestem tu. Jakoś sobie poradzimy. Shh- cały czas mówił głaszcząc mnie po plecach. Dopiero , gdy się od niego odsunęłam zobaczyłam 4 chłopaków , którzy pewnie byli z moim bratem w zespole.
- Emm... cześć.
- oh tak. Alex ten co je marchewkę to Louis , ten mulat to Zayn , Loczek to Harry , a ten to Liam- po kolei przedtawiał mi ich Niall - chłopaki to moja młodsza siostra Alex- tym razem zwrócił się do chłopaków.
- Cześć Alex - krzyknęli wszyscy zgodnie.
- No , więc siostra pakuj się. Pojutrze wprowadzasz się domnie , do Londynu. Jutro jest pogrzeb rodziców. Powiedział Niall po czym mnie przytulił.
- Okej - odparłam cicho. Zrobiłam sobie 5 kromek chleba z szynką i szybko je zjadłam.
- No nie gadaj , że jesz tyle co Niall. Nie zarobimy na jedzenie - powiedział Louis za co dostał od Liams w tył głowy.
*następnego dnia*
Na pogrzebie rodziców cały czas płakałam wtulona w Nialla. Teraz leże na łóżku w moim pokoju. To moja ostatnis noc w tym miejscu. Jutro wyjeżdżam do Londynu.

*miesiąc później*
- Alex zjadłaś moje marchewki! - krzyknął Louis wchodząc do salonu i siadając koło mnie.
- No może tak troszeczkę skubnęłam - pokazałam na palcach kawałek. Louis zrobił facepalma.
- Troszeczkę ? Dziewczyno , zjadłaś cały kilogram ! - no nieźle, pomyślałam - czeka Cię kara. Nie dając mi dojść do słowa Lou wziął mnie ręce , wyszedł na taras i chciał wrzucić mnie do basenu. W ostatniej chwili chwyciłam go za koszulkę i wpadł razem ze mną. Zaczeliśmy sie chlapać , a później ganiać po całym domu, zostawiając wszędzie mokre ślady.
- Co tu się do cholery dzieje ?! - wyydarł się Liam widząc co dzieje się w salonie. No tak wszędzie mokro , a na środku leżałam ja, a na mnie siedział Louis , który mnie łaskotał.
- Liaaam pomóż!!
- Sama sobie pomóż to ma być posprzątane - powiedział Daddy i poszedł do swojego pokoju.
Po sprzątnięciu tego wszystkiego chłopcy postanowili zrobić maraton filmowy. Oglądneliśmy wszystkie części Paranormal Activity. Po skończonym seansie udaliśmy się do swoich pokoi. O godzinie 3 obudziła mnie straszliwa burza. Od dziecka się jej bałam. Poszłam do pokoju Nialla , ale on spał. Postanowiłam iść do Lou. Zapukałam i , gdy usłyszałam ciche 'proszę' weszłam do pokoju.
 Boo zaspany siedział na łóżku przecierając oczy.
- Przepraszam , że Cię obudziłam. Pójdę już - gdy miałam wychodzić usłyszałam kolejny straszliwy huk. Podskoczyłam w miejscu i pisnęłam. Po chwili poczułam silne ramione oplatające moje ciało
- Ciii.... jestem tu. Spać z Tobą?  - zapytał. Ja tylko kiwnęłam głową po czym Lou zaprowadził mnie na łóżko i sam położył się obok mnie i przysunął bliżej siebie. Wtuliłam się w jego nagi tors i dopiero wtedy wtedy zdałam sobie sprawę, że jest on w samych bokserkach. Zaczerwieniłam się lekko i bardziej w niego wtuliłam. On tylko lekko się zaśmiał.
- Dobranoc księżniczko - pocałował mnie w czoło po czym oboje w swoich objęciach odpłynęliśmy w krainę Morfeusza...
_______________
 Hej . Czyta to ktoś wogóle? Następny rozdział dodam dziś wieczorem ;*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz